wtorek, 27 września 2016

Jessica Tom, Foodie w wielkim mieście

Liczba stron: 380
Okładka: miękka


Foodie (rzeczownik) – osoba, która zrobiłaby wszystko dla jedzenia. Znaliście to pojęcie? Ja do tej pory nie, ale widzicie to jest kolejny plus czytania książek. Uczymy się znaczenia nowych pojęć, o których wcześniej nie mieliśmy zielonego pojęcia. 

4 powody, dla których warto przeczytać Foodie w wielim mieście
(chociaż tytuł oryginału bardziej mi się podoba [Food Whore])

1. Ciekawa fabuła
Tia Monroe chce zrobić karierę. Pragnie dostać się na wymarzony staż do bardzo znanej i cenionej autorki książek kulinarnych. Jednak podanie dziewczyny zostaje odrzucone, a jej świat rozpada się na kawałki. Kiedy wydaje się, że sytuacja jest beznadziejna i gorzej być nie może, Tia dostaje propozycję nie do odrzucenia od legendarnego krytyka restauracyjnego, Michaela Saltza. Umowa jest prosta – Tia dostanie stos markowych ubrań, obiady w najlepszych nowojorskich restauracjach oraz szansę na zaistnienie. Haczyk jest jeden – ma pisać recenzje, które będą sygnowane nazwiskiem Saltza. Z okładki książki dowiecie się, że dziewczyna przyjmie propozycję.  

2. Bohaterowie
Tia to typowy szczęściarz, choć z ogromnym talentem kulinarnym. Od dziecka pasjonuje się gotowaniem. Ma niezwykły zmysł smaku. Przy tym jest kreatywna, a jej potrawy triumfują nie tylko na uczelni. Co do jej charakteru to mam mieszanie uczucia. Z jednej strony dziewczyna sprzedaje siebie za ubrania od znanych projektantów oraz  możliwość chodzenia do cenionych restauracji. Zaczyna bywać, otoczona jest przepychem, poznaje sławnych kucharzy. Ale czy warto? Wiadomo kłamstwo ma krótkie nogi, więc prędzej czy później prawda wyjdzie na jaw. Z drugiej strony, czy jeśli Wam nadarzyłaby się taka okazja nie skorzystałybyście? Jej metamorfoza jest ogromna – z cichej, spokojnej studentki, będącej w szczęśliwym związku zamienia się w seksownego wampa bez skrupułów, z podwójną tożsamością. Łatwo daje sobą manipulować i nie potrafi się sprzeciwić. Bardzo dużo na tym traci. Do końca miałam nadzieję, że zmądrzeje. Bo gdzieś w głębi dochodzi do głosu sumienie. Czy Tia weźmie je pod uwagę? I czy jej życie zmierza w dobrą stronę?

Bardzo podobała mi się postać Michaela Saltza, który od razu skojarzył mi się z krytykiem z bajki Ratatuj. Mroczny, pewny siebie, podstępny, siejący postrach, choć momentami nawet zabawny. Zawsze podobają mi się czarne charakterki i już się nie mogę doczekać, który aktor wcieli się w jego postać (odnośnik pkt. 4).

3. Mnóstwo jedzenia
Nie radzę zabierać się za czytanie na pusty żołądek. Przez całą książkę przewija się niezliczona ilość potraw, składników, przypraw. Połączenie to powoduje w czytelniku prawdziwy zawrót głowy! O niektórych przyprawach nawet nie miałam pojęcia, przez co wydawały mi się jeszcze bardziej egzotyczne. Super!

4. Ekranizacja
Prawa do filmu zakupiło już studio Dreamwork. Ja jestem zwolenniczką najpierw czytania, a potem oglądania. Dlatego tym bardziej polecam, żeby każdy z Was miał porównanie. Chociaż wiadomo, że książka praktycznie zawsze jest lepsza ;)

Summary: Książka jest bardzo podobna do „Diabeł ubiera się u Prady”. Markowe ubrania, wyższa sfera i biedna dziewczyna. Bohaterka za wszelką cenę próbuje coś osiągnąć w życiu, przy czym skupiona jest tylko na sobie. Liczy się tylko ja i moje marzenia. No może jeszcze telefon od szefa. Książkę pochłonęłam w kilka godzin i bardzo miło spędziłam przy niej czas. Jeśli macie ochotę na typowo babską powieść  połączoną z markowymi ubraniami i przepysznym jedzeniem – to jest to idealny egzemplarz dla Was. Szczególnie na jesienny wieczór. Polecam!

Za egzemplarz dziękuję:  


 Buziaki, Paulina

13 komentarzy:

  1. Przyznam, że fabuła mnie zaciekawiła. I to, że dobrze wpływa na apetyt.l

    OdpowiedzUsuń
  2. Miałam ochotę na ten tytuł, ostatecznie wybrałam inny.teraz mi troche szkoda ;p

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki Tobie dowiedziałam się, że jestem ...foodie. haha, dobra az tak nie kocham jedzenia, ale dla niego zrobilabym naprawde sporo. Bohater ktory ma talent kulinarny i pewnie wciaz wciaz rozprawia o jedzeniu.. to by sie nie skonczylo dla mnie dobrze, gdyz jestem strasznym łakomczuchem i tylko by mi robił ochote.. haha :D
    Pozdrawiam!
    (recenzentka-ksiazek.blogspot.com)

    OdpowiedzUsuń
  4. No i mam dylemat, bo o ile fabuła wydaje się być ciekawa (kolejne Twoje świetne wynalezisko :)) o tyle obawiam się, że główna bohaterka zacznie mnie irytować, a to skutecznie mnie odstrasza. Tym bardziej, że ostatnio naprawdę trudno jest znaleźć książkę, która oprócz ciekawej fabuła i idealnie skrojonej męskiej postaci, będzie miała jeszcze bohaterkę budzącą sympatię, a nie w większości frustrację :P Ale może ja jestem zbyt wymagająca? :D
    W każdym razie zapiszę sobie tytuł i może...kiedyś.... :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zastanawiałam się nad tą książką, ale ostatecznie wybrałam "Załącznik"...

    OdpowiedzUsuń
  6. W zasadzie mam ochotę na taki klimat, bardzo ciekawie się zapowiada, pewnie się na nią skuszę. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Z wielką przyjemnością ją przeczytam. Ty bardziej że ma cudowną okładkę :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Podoba mi się forma recenzji :) przejrzyście i prosto to przedstawiłaś :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ze mnie to taki "tadek niejadek", a tu w książce tyle jedzenia :) Ale może po przeczytaniu apepet by wzrósł? :)

    Pozdrawiam,
    Czytaninka

    OdpowiedzUsuń
  10. brzmi ciekawie. też jestem zwolenniczką zasady najpierw przeczytaj, później obejrzyj :D zostaję na dłużej i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetne ciuchy, dobre jedzenie... Niepokoi to zakłamanie. Jeśli jednak pojawi się uczucie, może uda się uratować bohaterkę. Zaciekawiłaś mnie. A "babskie" pozycje w jesienne dni - jestem za :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń