19.7.16

KONKURS #4

Cześć, moje Moliki!



Tak się zastanawiałam, jakie zabrałabym książki, gdybym wylądowała na bezludnej wyspie.
I tak po pierwsze „Przeminęło z wiatrem”. Uwielbiam Scarlett, nigdy z nią się nie nudzę, wiec z tą bohaterką mogłabym konie kraść.


Po drugie, Sparks, ponieważ kocham jego pióro. Szczypta romantyzmu na samotnej wyspie myślę, że zdecydowanie przydałaby się.

Po trzecie Colleen Hoover, bo zakochałam się w jej prozie. Powieści tej autorki wywołują we mnie skrajne emocje. 

Chciałabym zaprosić Was do bardzo prostego konkursu. Wystarczy, że odpowiecie na pytanie poniżej w  komentarzu:

Jaką książkę zabrałbyś na bezludną wyspę i dlaczego?

Trzy najciekawsze i najbardziej kreatywne odpowiedzi zostaną nagrodzone voucherami do wykorzystania w sklepie

 Gandalf

Macie czas do przyszłego wtorku 26 lipca 2016 roku! Wyniki ogłoszę maksymalnie 3 dni później. 

Niech kreatywność będzie z Wami ;)
Paulina

39 komentarzy:

  1. Na bezludną wyspę zabrałabym "Przypadki Robinsona Crusoe". To moja ulubiona książka z dzieciństwa, przy której śmiałam się i płakałam. Na wyspie było by mi raźniej, mając przy sobie opowieść o człowieku, który musiał poradzić sobie w ekstremalnych warunkach, próbował ujarzmić dziką przyrodę, znosił mękę samotności i, przede wszystkim, przetrwał.

    OdpowiedzUsuń
  2. Na bezludną wyspę zabrałabym książkę "Jak zbudować tratwę" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żeby wiedzieć jak wrócić do domu

      Usuń
  3. Ciężkie pytanie! Na bezludną wyspę nie zabierałabym raczej książek, tylko narzędzia, ale dobrze.
    Zabrałabym "Małego Księcia". Pomogłaby mi psychicznie zaakceptować fakt, że jestem sama na wyspie, z której mogę nigdy już nie wrócić. Ta świadomość, że bohater tęskni tak samo jak ja zmieniłaby moje podejście do nieszczęścia.
    Zastanawiam się również nad "Alibi na szczęście". Jest to moja ukochana powieść, a jako, że na wyspie byłabym sama- mogłabym się jej całkowicie poświęcić i nikt by mi nie przeszkadzał. W dodatku jest to ciepła opowieść, która rozgrzałaby mi serce. No i jest to "dość" gruba pozycja, więc starczyłaby mi na długo! Zawsze lepiej zająć swoje myśli czymś przyjemniejszym, choć lektura do lekkich nie należy.

    Fakt, że w tej odpowiedzi pojawiły się opowieści o bólu i tęsknocie sprawia tylko, że mam świadomość, iż nigdy nie chciałabym znaleźć się na bezludnej wyspie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Na bezludna wyspę zabralabym książkę,, Kiedy pada deszcz" autorki Lisy De Jong. To moja ulubiona książka z całej kolekcji jaka mam. Dzięki niej można bardzo wiele nauczyć się o życiu, uczuciach. Jest to jedyna książka przy której tak płakałam. Jest to książka o miłości, sekretach, przeszłości, przyszłości oraz śmierci. Jak dzięki jednej osobie można sobie poradzić z problemami i odkryć się na nowo.

    OdpowiedzUsuń
  5. To dopiero jest zagadka! Jak wybrać tę jedną, jedyną książkę?! Najrozsądniej byłoby zabrać jakiś poradnik survivalowy, żeby zwiększyć swoje szanse na przeżycie. Ale wierzę, że lepiej lub gorzej, poradziłabym sobie i jakoś przetrwała. A przecież jakiś kawałek literatury byłby mi potrzebny, żeby nie zwariować. Taki balsam dla duszy. Co by to mogło być...? "Sto lat samotności"? Oj, nie, bo efekt terapeutyczny mógłby być odwrotny. "Przeminęło z wiatrem"? Chętnie, ale nie chcę Tobie wyrywać wybranej książki. Przeczesując w myślach swoje półki, chyba wybrałabym "Cień wiatru" Carlosa R. Zafona. Jest tajemnica, są książki, fascynacja, miłość i piękne okoliczności przyrody. Powieść jest wielowymiarowa i tak wciągająca, że na pewno pozwoliłaby mentalnie oderwać się od sytuacji i miejsca, w której bym się znalazła, lądując na bezludnej wyspie. Ale i tak płakałabym za pozostałymi książkami, których nie mogłabym zabrać ze sobą i za nowościami, które nadal, gdzieś daleko ode mnie, ukazywałyby się na rynkach wydawniczych :-(

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja na bezludną wyspę zabrałabym najgrubszą książkę, której jeszcze nie przeczytałam, czyli "Pretendenta do ręki" Vikrama Setha, gdyż:
    - książka ma 1400 stron i jest w trzech tomach, więc miałabym co czytać przez długi czas
    - to książka o miłości, a szczypta uczuć przyda się nawet na odludziu
    - to powieść o egzotycznym kraju, czyli Indiach, w sam raz na egzotyczną wyspę
    - podobno to książka o wielu kulturach, więc gdyby jednak na wyspie byli jacyś tubylcy, na pewno przekonałabym ich, żeby mnie odesłali do domu, albo chociaż posłuchali tej historii przy ognisku, choć pewnie minąłby szmat czasu zanim by mnie zrozumieli.

    OdpowiedzUsuń
  7. Na bezludna wyspę bym wzięła hymmm tu jest problem bo mam dwie takie książki Ugly love Colleen Hoover lub Bez Słów Mia Sheridan . Ale wybieram zdecydowanie Ugly Love za to że jest w niej wszystko czego nie może zabraknąć w książce. Jest bardzo bardzo gorąca ale za razem delikatna, bardzo namiętna ale i pełna niedomówień. Jest w niej wszystko dobrze opisane. Po prostu jest bardzo bardzo bardzo ciekawa dla oka i dla wyobraźni :) ale gdyby nikt nie widział bym po kryjomu wzięła dwie. Bo bez słów książka jest równie piękna i nie do opisania słowami jest po prostu inna niż wszystkie. W większości w książce ludzie są idealni mają dobrą pracę, wygląd, głos itpa tu mimo to Archer nie mówił i też nie miał posady milionera.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wzięłabym "Rywalki"... nie, czekaj" Jedyną ", ponieważ tam najwięcej jest momentów, kiedy beczałam 😭. Która z nas, kobietki, nie marzyła o księciu, który będzie ją kochał ponad wszytsko? Która swoimi ideałami nie czuła,że musi naprawić świat, ubolewała nad miłością, traciła bliskich, zbierała wspomnienia do słoika? Jeśli padło gdzieś "TAK", to znaczy, że ta książka jest także dla Ciebie. Będąc na bezludnej wyspie, nie mogłabym przeżyć cudownych chwil. Ześwirowałabym i gadała do siebie, a w tej książce jest kalejdoskop różnorakich scen od smutnych i ckliwych po takoe, które Twoje serce trzepocze. Nie tęskniłabym (az tak bardzo) za domem, mając Amerikę przy sobie. Odkrywając te momenty, zakochałabym sie, ukrywała wielką tajemnicę przed całym światem, a nawet brała ślub... A co mi tam :) Jeśli czytałaś tą książkę i przypominasz ją sobie z ciepłem na sercu, to znaczy, że wiesz, jaka jest świetna i rozumiesz mój wybor. Chciałabym ją mieć w takiej sytuacji. Nie, hola hola, to coś więcej. Potrzebowałabym jej!!!
    e-mail gepard1234@op.pl

    OdpowiedzUsuń
  9. Byłyby to z całą pewnością ...
    jedyne w swoim rodzaju „ Fistaszki” Charlesa M. Schulza (najwspanialszy komiks świata!), które nie uczulają, ale uzależniają. Mają w sobie odpędzający wszelkie smutki urok i dającą dystans do rzeczywistości magię dowcipnej inteligencji - dziecinie radosnej i szczerej, natychmiast wywołującej uśmiech na twarzy, a po kilku chwilach - zaskoczenie logiką puenty. Cudowne antidotum na stres, balsam na smutek; wg niektórych są: krótkie, bezsensowne, absurdalne – dla mnie: dokładnie takie same, a przez to – radośnie GENIALNE i totalnie odprężające! I NIGDY się nie nudzą!!!

    OdpowiedzUsuń
  10. To zdecydowanie: „Dlaczego kąpiesz się w spodniach wujku?” Astrid Lindgren i zawarty w niej bilet w stronę wakacji moich marzeń. Furtka do czasu wypełnionego łapaniem promieni słońca w sieci, pogonią za morskimi falami, budowaniem szałasu; pełnego serdecznych gestów najbliższych, małych radości, przeplatanych smutkami, malowniczych zagród, a przede wszystkim – tak nadzwyczajnie naturalnej przyjaźni z naturą! to wielka afirmacja bardzo prostego życia z wieloma jego odcieniami.W sam raz ku refleksji na Bezludnej Wyspie!

    Pozdrawiam wszystkich słonecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ze mną na bezludną wyspę pojadą:
    1) "Dzieci z Bullerbyn" Astrid Lindger - to lekarstwo na każde zło świata, smutek i niepogodę
    2) "Wywiad z historią" Oriany Fallaci - gruby tom oznacza lekturę na dłuższy czas i jest "praktyczny w użyciu" :)
    3) "Szkoła przetrwania" Bear Grylls - dostałam kiedyś w prezencie i jakoś nie miałam potrzeby zajrzeć, może na bezludnej wyspie się przyda

    OdpowiedzUsuń
  12. Na bezludną wyspę zabrałabym książkę "Flashman" George`a Macdonalda Frasera. To powieść awanturnicza z elementami przygodowymi i batalistycznymi rozgrywająca się na przełomie 30. i 40. lat XIX wieku, spisana jest w formie wspomnień. Autor w umiejętny sposób pomieszał fikcję z wydarzeniami, które miały miejsce naprawdę. Dzięki temu możemy dowiedzieć się sporo ciekawostek i informacji, o których dotąd nie mieliśmy pojęcia lub o wydarzeniach tylko wspomnianych na lekcjach historii. Pomimo tego, że Flashman to tchórzliwy fircyk, rozpustnik, samochwała, kobieciarz, łamacz serc, intrygant, pijak, to w jakiś sposób można go polubić. Zresztą sam nie ukrywa kim jest i się tym wcale nie przejmuje. Otwarcie zaś mówi, że jest tchórzem i nie wie co to wyrzuty sumienia. Flashman wszędzie ściąga na siebie kłopoty, jednak dzięki sprytowi zawsze spada na cztery łapy. A co do jego stosunku do kobiet i ich traktowania... no cóż, chętnie rozwaliłabym mu patelnię na głowie! Według niego kobiety to głupiutkie gąski, wredne jędze, a nawet stworzone do miłości maszyny erotyczne. Flashman nie liczy się z uczuciami kobiet i traktuje je bardzo osobliwie. Miał nawet kilka kochanek jednocześnie, choć żadna nie była tą jedną i na stałe. Zmieniał je i bawił się nimi, dosłownie jak dziecko zabawkami. Nie potrafił się pohamować, a słowo „wstrzemięźliwość” nie istniało w jego słowniku. Dla mnie jako kobiety współczesnej dziwne było to, jak bardzo można być nieuświadomionym seksualnie i na przykład trzymanie za piersi uznać za normalne tzw. „grzecznościowe” zachowanie mężczyzny wobec kobiety. Bardzo kontrowersyjna postać. Z taką książką na pewno nie miałabym czasu na nudę, przygody przez głównego bohatera miałabym zapewnione.

    OdpowiedzUsuń
  13. Uważam, że to chyba najtrudniejsze pytanie dla prawdziwych książkoholików. Osobiście uwielbiam wiele książek i ciężko jest mi wybrać tę jedyną. Jednak od pewnego czasu najbardziej kocham "Mroczą Bohaterkę", a właściwie to "Kolację z Wampirem" z cyklu "Mroczna Bohaterka". Książka zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że wciąż o niej myślę ki nie mogę przestać.

    OdpowiedzUsuń
  14. Na bezludną wyspę zabrałbym książkę pochodzącą z epoki pozytywizmu. Dlaczego? Ponieważ pozytywistyczne lektury obfitują w wielu bohaterów, więc na pewno nie czułbym się samotny. ;) Poza tym relacje między tymi bohaterami są na tyle skomplikowane, że samymi więzami krwi zajmowałbym się tak długo, że w końcu ktoś by mnie zabrał z takiej bezludnej wyspy. ;)
    A jeżeli nie pozytywizm to może Biblia? Skoro byłbym sam, miałbym dużo czasu na rozmyślania o trudnych kwestiach. ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Na bezludną wyspę zabrałabym swoją ukochaną książkę pt. "Szeptem"! Głównie dlatego, że jest tam mój ukochany Patch. Tak, jestem zakochana w postaci literackiej... xD Nic na to nie poradzę. Patch jest moim ideałem mężczyzny i czytanie o nim nigdy mi się nie znudzi. Będąc sama na wyspie, mogłabym rozmyślać o nim bez końca i nikt nie mógłby mi przeszkodzić. Taka wizja spędzania czasu na bezludnej wyspie baaaardzo mi się podoba. ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Na bezludną wyspę z pewnością zabrałabym "Daninę" Holly Black, którą czytam, co roku. Pozwoli ona na odnalezieniu odrobiny magii w każdym zakątku wyspy :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Na bezludna wyspę zabrałabym ze sobą książkę „Przeminęło z wiatrem” ale jak ty już ją bedziesz miała to po co nam dwie :P dlatego ja znalazłam sobie inne opasłe tomisko przy którym na pewno również nie będę się nudzić a mianowicie "Sherlock Holmes. Księga wszystkich dokonań". Książka ma 1124 stron także trochę czasu by mi zajęło przeczytanie jej a przy okazji na pewno spędziłabym mile czas czytając o przygodach szalonego Sherlocka Holmesa i doktor Watsona :) Uwielbiam ich. Nie znam drugiego takiego duetu, dlatego chętnie to właśnie z nimi spędziłabym czas na bezludnej wyspie rozwiązując zagadni i bawiąc się w małego detektywa:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Najchętniej zabrałabym całą biblioteczkę! Mogłabym na niej swobodnie dryfować, lub stworzyć porządną tratwę. ;) A do tego nie ograniczałabym się do jednej tylko powieści, bo kto wie, kiedy nadszedłby ratunek i ile by to w sumie trwało?
    Nie mam ulubionej książki. To tak, jakbym miała wskazać ulubione dziecko, trochę to nieetyczne. ;) Niemniej, jeśli już musiałabym jakąś wybrać, to „Trzy młode pieśni”. Właśnie jestem w trakcie czytania „Pasji według Einara”, która jest przedostatnią częścią cyklu Północna Droga autorstwa Elżbiety Cherezińskiej. Nie zaznałabym spokoju, jeśli nie dowiedziałabym się, jak dalej potoczyły się losy bohaterów.
    Ponadto zakładam, iż wylądowałabym gdzieś na tropikalnej bezludnej wyspie, więc czytanie o poczynaniach Wikingów, mieszkających na mroźnej Północy, byłoby miłą odmianą od wszechogarniającego słońca i upału! ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. W sumie długo zastanawiałam się na wyborem. Bo z jednej strony to bardzo proste zadanie, ale jak zawsze ma haczyk. Jeżeli wybiorę książkę, której nie przeczytałam mogłabym trafić na coś nudnego, co mi się kompletnie nie podoba. No i po co mi to i na co? A książka przeczytana, przecież już ją dobrze znam. Hmm...
    Szkoda, że można wybrać tylko jedną książkę, ale muszę się zdecydować i moim typem będzie "Real" Katy Evans. Bezludna wyspa, więc i gorąco, temperatura wysoka, po prostu nie dałoby się wytrzymać. A tak, kiedy książka jest bardziej gorąca od największego upału, kiedy rozpala do czerwoności może się dziać co tylko chce. Choćby piasek zaczął płonąć a woda wyparować. Do tego byłabym z moim książkowym mężem, a wtedy to już prawdziwa pełnia szczęścia. Mogłabym tam spędzić trochę czasu i nie tęskniłabym za niczym. No, może tylko za drugą częścią i trzecią, choć ona jeszcze nie jest wydana...

    OdpowiedzUsuń
  20. Na bezludną wyspę nie zabrałabym jednej książki. Zabrałabym co najmniej 3, ponieważ spędziłabym tam zapewne kilka ładnych dni.
    Z pewnością zabrałabym "Obsydian" z serii "Lux", który kojarzy mi się z bananami. Dlaczego z bananami? Ponieważ za każdym razem, gdy po nią sięgam na moich ustach pojawia się ogromny banan przepełniony radością.
    Jako drugą książkę zabrałabym "Rywalki", które kojarzą mi się z winogronami. Z winogronami, dlatego że jest w niej mnóstwo bohaterów, tak samo jak kulek w kiści winogrona.
    A jako ostatnią książkę zabrałabym ze sobą "Garść pierników, szczypta miłości", która kojarzy mi się z arbuzem, który potrafi zaspokoić pragnienie swoimi soczystymi sokami. Na bezludnych wyspach zazwyczaj jest gorąco, dlatego książka o zimie ochłodziłaby mi trochę dzień.

    OdpowiedzUsuń
  21. Na bezludną wyspę zabrałabym książkę "Jesteś cudem" Reginy Brett.
    Jeszcze się z nią nie zapoznałam, ale czytałam "Bóg nigdy nie mruga" tej
    autorki i wiem, że byłaby to idealna pozycja. Książka pomaga zmienić
    się na lepsze i dostrzegać pozytywne strony każdej sytuacji a co jak co,
    ale bezludna wyspa to chyba nie jest najlepsza sytuacja, więc książka
    dostarczyłaby wskazówek jak odnaleźć szczęście. Autorka pisze prostym i
    zabawnym językiem, więc z pewnością bym się ne nudziła :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Fale szumią, ptaki śpiewają, a ja siedzę wśród przyjaciół i słucham ich historii. Pozornie jestem spokojna, ale w głębi duszy przeżywam to, co opowiadają moi najbliżsi. Moja przyjaciółka planuje zamordować swojego męża i przypomina mi jak wiele ludzkie są w stanie zrobić dla pieniędzy. Dlatego jestem szczęśliwa na swojej bezludnej wyspie i głośno się śmieje czytając "Jak cię zabić, kochanie" Alka Rogozińskiego i śledząc szalone pomysły fikcyjnych przyjaciół. :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Bardzo trudne pytanie dla ksiązkowych moli. Jako jedną z "jedynych" zabrałabym Bez mojej zgody
    Jodi Picoult, pierwsza ksiązka ktorą przeczytałam za jednym razem, skonczylam o 4!rano:) kolejną bardzo poruszająca ksiązka , wiele aspektów - Kwiat Pustyni Waris Dirie. Na bezludnej wyspie nie mogło by zabraknąć Paulo Coelho i może...Alchemik niech będzie - kolejna wielowymiarowa pozycja :). Moją pasją sa biegi - więc na pewno ksiązka o sztuce biegania, plus zdrowe jedzonko - Ania Lewandowska mile widziana. A co na skołatane myśli kobiece? Moze "jak być kobietą i wreszcie zwariować" ale "dlaczego męzczyźni kochają zołzy" tez jest śmieszne i prawdziwe. hmm, skoro tak daleko od świata to może spędzić ten czas z Beatą Pawlikowską? Tyle jest pięknych książek jeszcze przede mną :) i ta bezludna wyspa byłaby wspaniałym pomysłem na wakacje :) Tatiana Żylak :)

    OdpowiedzUsuń
  24. bezludna wyspa to miejsce, które szcególnie sprzyja rozwojowi wyobraźni. W związku z tym, aby dobrze ją pobudzić do działania zabrałabym ze sobą albo Harrego Pottera (ale tylko którąś z pierwszych czesci, bo od 5 w górę to trochę zbyt mroczne klimaty jak na wakacje) albo Anię z Zielonego Wzgórza (wyobrażnia Ani jest nie do pobicia) albo Małą Księżniczkę (bo ona przecież mimo wszystko była też bardzo samotna i czytanie o tym jak sobie radziła z przeciwnościami mogłoby być niezłą ispiracją do działania na takiej bezludnej wyspie) :)

    OdpowiedzUsuń
  25. No więc ja nie zabrałabym żadnej książki. Dlaczego? Z pewnością nie dlatego, że żadna na to nie zasługuje, bo uwielbiam dziesiątki książek. Również nie dlatego, bo nie mogłabym się zdecydować na jakąś. Myślę, że nawet najlepszą i najukochańszą książkę, po wielu dniach samotności, cisnęłabym w końcu do morza ze złości albo użyła jako rozpałkę do ogniska. W końcu znałabym ją pewnie na pamięć, więc nie sprawiałaby już tyle radości. Zabrałabym za to pusty zeszyt (z długopisem oczywiście ;)). Po to, aby stworzyć moją książkę, opisać w niej moją własną historię na bezludnej wyspie lub cokolwiek co by mi przyszło na myśl, na skutek słonecznego udaru i samotności. Może kiedyś, ktoś by to znalazł i przeczytał. Bo w końcu życie pisze najlepsze przygody :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Na bezludnej wyspie czasu miałabym sporo,
    wzięłabym więc przyjaciół książkowych kilkoro...
    Oprócz podręcznika survivalowego
    oraz atlasu zwierząt i roślin nowego,
    w moim plecaku znalazłyby się thrillery medyczne,
    te autorstwa Tess Gerritsen są fantastyczne!
    "Grawitacja", "Skalpel" i "Klub Mefista",
    czy to wiatr nad wyspą tak śwista?!
    Gdybym po ich lekturze każdego odgłosu się bała,
    to w "Przeminęło z wiatrem" bym się rozczytała.
    W Rhetta Butlera ramionach schowana,
    przetrwałabym i najstraszniejszą noc do rana.
    Wyboru dlatego takiego dokonałam,
    bo w wymienionych książkach się zakochałam,
    więc to miłość bym zabrała z sobą,
    wtedy poradzę sobie z każdą pod nogami kłodą. :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Zabrałabym na bezludną wyspę "Pamiętnik z mrówkoszczelnej kasety" Marka Helprina, dlatego że uwielbiam rozpływającą się po ustach gorycz kawy, jej aromat i pobudzające działanie. Brak dostępu do niej mój organizm mógłby zinterpretować jako zamach na dobre samopoczucie i odpowiedziałby silnym bólem głowy, a musi mi ona sprawnie działać, abym wymyśliła jak się z tej wyspy wydostać. Dlatego przydałaby mi się ta książka, która w tak sugestywny sposób opisuje kawę jako siłę nieczystą i kwintesencję zła na ziemi, że rozum musiałby to przyjąć do wiadomości i nie protestować ;) A poza tym jest to świetna książka, zawierająca taki miks gatunkowy, że nie nudziłabym się, posiadając dużo wolnego czasu :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  29. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  30. Na bezludną wyspę zabrałabym książkę "Sekretna córka" kanadyjskiej autorki S.S.Gowdy, którą dorwalam wczoraj na kiermaszu książek w.. biedronce! I to za całe 7.99! Biorąc ową książkę do ręki nawet nie przypuszczalam, że zarwę przez nią nOC! Pochłonęłam te ponad 400 stron z zapartym tchem... Gdybym miała nudzić się na bezludnej wyspie, to z pewnością jeszcze raz powróciłabym do tej głęboko poruszajacej historii, która jest doskonałym źródłem wiedzy o indyjskiej kulturze, świecie, w którym panuje niewyobrażalna nędza, ubóstwo, a dla kobiety jedynym sposobem na przetrwanie okazuje się.. prostutucja. Z tą książką na bezludnej wyspie nie zaznalabym nudy ! 😉

    OdpowiedzUsuń
  31. W piękny dzień sierpnia
    Z niemałym kłopotem
    Podjęłam decyzję:
    lecę samolotem.

    Hawaje odwiedzić
    raz w życiu wypada.
    Że nie umiem pływać
    Prom stety odpada.

    Gdy wszystkie walizki
    Oddałam obsłudze,
    By wsiąść do maszyny
    Poczekałam dłużej.

    Siedziałam i nagle
    Nadeszła ta pora,
    By wewnątrz niebiańskiego
    Usiąść już potwora.

    Lot bardzo przyjemny,
    Fotel też jak z puchu.
    Lecz niespodziewanie
    Doszło do wybuchu.

    Silnik się przepalił!
    Czegoś "nie sprawdzili"!
    A nam, pasażerom
    Spokój zalecili!

    Katastrofa zagląda
    Prawie z każdej strony.
    W końcu stewardessy
    Dały spadochrony.

    Niech każdy ratuje
    Się jak tylko może!
    Nikt już na pokładzie
    Raczej nie pomoże.

    Ja, pierwsza odważna
    Swój przybrałam z wprawą.
    Nim się obejrzeli,
    Wyskoczyłam żwawo.

    Bo po co mam czekać,
    Aż nad oceanem
    Samolot rozbije się
    Na morską ścianę?

    Szęściem wielkim dla mnie,
    Że los wciąż mi sprzyjał
    I w dobrym momencie
    Spadochron otworzyłam.

    Euforia wielka,
    Gdy pode mną ziemia.
    Aż się nie spostrzegłam
    że NIKOGO nie ma.

    Nikt to nie wyskoczył?
    Życia nie ratował?
    Spojrzałam do góry:
    samolot szybował.

    Czyli ta awaria
    Raczej krótkotrwała,
    Ma inicjatywa
    Nie za wiele dała.

    Na bezludnej wyspie
    Znaleźć się... z przypadku!
    Trzeba być udanym!
    I żadnego statku...

    Co teraz mam robić?
    Tratwę z pali tworzyć?
    Kokosów pozrywać?
    "Help" na plaży ułożyć?

    Średnio uśmiechają
    Się te prace trudne.
    Toż kto się zapuszcza
    Na wyspy bezludne?

    A więc korzystając
    Z chwili samotności,
    Sięgnęłabym zaraz
    Do cud przyjemności.

    W mym małym plecaczku
    Przetrwałym przez loty,
    Książka tkwi, dzięki której
    Uniknę roboty.

    Nóżki swe rozłożę,
    Pęk liści pod głowę
    I już się w lekturze
    Zagłębiać swej mogę.

    Skoro tak brakuje
    Mi tutaj kompana,
    Znajdę go w powieści
    Gdzie dola ta sama.

    Tak jak ja rozbitek,
    Los jak mój pechowy,
    Idealny partner
    Do krótkiej rozmowy!

    A jego działania
    W książce opisane
    Będą jak instrukcje
    Na tacy podane

    Co? w jakiej kolejce?
    Bez jakich pomyłek?
    Co jest najważniejsze
    By oszczędzić siłę?

    Natychmiast zakończę
    Tą przygodę złą
    Gdy mym instruktorem
    Zostanie Cruzoe! :D

    OdpowiedzUsuń
  32. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  33. "Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki" - Mario Vargas Llosa. To książka, którą zabrałabym na bezludną wyspę, na księżyc, do nieba, do piekła i mogłabym nawet polecieć z nią w kosmos. Kocham ją za:

    (R) omantym w żywiołowej wersji
    (E) rotyzm i pożądanie w wyjątkowo subtelnej postaci
    (A) rtyzm w czystym wydaniu
    (D) wuznaczność na każdej stronie
    (I) ntensywność odczuwalnych wrażeń
    (N) iezwykły zarys zmysłowości
    (G) rzechu wartą treść, która hipnotyzuje

    (M) agię uwodzenia opanowana do perfekcji
    (Y) es! klimat urzekający jak żaden inny!

    (L) uźne skojarzenia w każdym akapicie
    (O) ryginalne zwroty akcji
    (V) argas'owe idealne połączenie nowoczesności z klasyką
    (E) mocje, których nie spotyka się na co dzień...

    OdpowiedzUsuń
  34. Po dłuższym zastanowieniu postanowiłam zabrać "Chłopaka, który stracił głowę". Travisowi została tylko własna głowa, ja bym miała wszystko. On sobie poradził, a ja bym sobie nie poradziła? Czytając opowieść o Travisie na pewno poprawiłby mi się humor. Kto jak kto, ale on w życiu wiele przeżył. Ta książka jest dla mnie takim małym drogowskazem, motywuje mnie do rzeczy niemożliwych, ale mówi też, aby się każdy cieszył tym co ma. Z tą książką jestem pewna, że przeżyłabym najgorsze chwile.
    W końcu według Travisa "Żyje się tylko dwa razy." :)

    OdpowiedzUsuń
  35. Ja na bezludną wyspę zabrałabym Bóg nigdy nie mruga Reginy Brett. Pierwszy raz przeczytałam tą książkę, gdy byłam na "życiowym zakręcie". Byłam w trudnej sytuacji, musiałam podjąć ważne decyzje, byłam zagubiona. Ta książka pomogła mi się odnaleźć, stanąć na nogi, stawić czoła problemom. Uważam, że to bardzo mądra lektura i potem wracałam do niej wielokrotnie, szczególnie, kiedy było mi źle. Nigdy mi się nie nudzi i za każdym razem uczę się czegoś nowego. Dlatego jeśli miałabym wybrać tylko i wyłącznie jedną książkę - byłaby to właśnie ona. Myślę, że na bezludną wyspę byłaby idealna! :)

    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  36. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  37. To bardzo trudne pytanie zważywszy na fakt, że uwielbiam od groma książek! I żeby wybrać tylko jedną... Nie da się! Ale coś wybrać trzeba... Myślę, że jedną z propozycji byłaby trylogia "Diabelskie Maszyny", moja ulubiona ^^ Albo może "Percy Jackson", niedawno zaczęłam pierwszy tom, naprawdę świetna! ^^ Chyba że postawię na "Jak wybudować tratwę" naprawdę bardzo pomocna w takich okolicznościach... Lecz nieważne co wybiorę, i tak będę szczęśliwa czytając ją ^^

    OdpowiedzUsuń
  38. Na bezludną wyspę zabrałabym ze sobą "Kobiety z Czerwonych Bagien" Grażyny Jeromin-Gałuszka :)
    Czemu? By docenić czas, uciekający czas! By czytając, móc myśleć o przyjaciołach, rodzinie, spokoju jakim jest dom!
    Ta lektura byłaby impulsem do szybkiego powrotu do wspomnień, domu, przyzwyczajeń. Taki powrót, po takiej lekturze i takiej wyprawie - samotnej wyprawie, wypełniony by był radością, szczęściem. Powrót do azylu, powrót do szczęścia.
    Tutaj recenzja książki: http://ksiegarniawspomnienczar.blogspot.com/2015/11/kobiety-z-czerwonych-bagien-grazyna.html
    Serdecznie zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń

Pięknie dziękuję za każdy komentarz. Moje opinie są całkowicie subiektywne, więc jeśli nie zgadzasz się ze mną, jak najbardziej to szanuję i zachęcam do dyskusji oraz wyrażenia swojego zdania. Wszystkim życzę miłego dnia! ;)