piątek, 3 czerwca 2016

Zdobycze biblioteczne - Mariusz Maślanka, Bidul

Tytuł: Bidul
 Autor: Mariusz Maślanka
Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 253
Oprawa: twarda


Bidul to kolejna książka, która mną wstrząsnęła.

Akcja książki toczy się pod koniec lat 80. Po lekturze książki mam tylko nadzieję, że domy dziecka tak dzisiaj już nie wyglądają.

Głównym bohaterem jest 10-letni Borys Mleczko. Chłopiec pochodzi z wielodzietnej rodziny. Rodziców nie stać na utrzymanie dzieci (choć na alkohol jakoś pieniądze się znajdują), więc postanawiają oddać je do domu dziecka, tytułowego bidula. Bo tak na dobrą sprawę to Borys wpadł z deszczu pod rynnę. Z patologicznego domowego środowiska, gdzie rodzice biją się, wyzywają, rzucają talerzami trafił wraz ze swoim rodzeństwem do istnego piekła. To, co się tam dzieje przyprawiało mnie o mdłości. Opisy miejscami są tak obrzydliwe, że aż niemożliwe.

Bidul to miejsce, gdzie młodsi są wykorzystywani seksualnie przez starszych, ale też bici, poniżani, wyzywani, okradani. Wulgaryzmy są na porządku dziennym. Także łajdaczenie się i podglądanie innych (niektórzy dorośli w książce zachowują się zwierzęta. Dosłownie).  Dzieci poza bidulem postrzegane są stereotypowo. W szkole to one są zawsze winne, niezależnie od tego jak jest naprawdę.

Mimo wszystko Borys jest chłopcem wrażliwym. Lubi czytać, interesuje się sztuką, pięknie maluje, ale niestety, aby przetrwać musi przybrać maskę twardziela, który przeklina, pije, wagaruje, dokucza, podgląda dorosłych w sytuacjach intymnych.

Borys jest narratorem powieści. To dzięki niemu poznajemy ten trudny i inny świat. Oczami zwykłego, niewinnego dziecka, które z kolejnymi stronami książki dorasta. I próbuje sobie radzić z całą sytuacją bez wsparcia, zrozumienia i pomocy. A rozrachunkiem stają się listy, które pisze, a potem wyrzuca do kosza.

Polecam, żeby chwilę się zastanowić nad sensem posiadania dzieci. I jak bardzo trzeba być zdesperowanym, obojętnym, chorym, nienormalnym, żeby świadomie zostawić na pastwę losu swoje potomstwo. Choć z drugiej strony może to lepsze wyjście, bo w domu Borysa do jedzenia nie ma nic oprócz cebuli, a matka w ogóle nie radzi sobie z obowiązkami. 

Buziaki,

Paulina

8 komentarzy:

  1. Czytałam lata temu, do dziś pamiętam o czym była.

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałam w ubiegłym miesiącu. Bardzo dobra książka.

    OdpowiedzUsuń
  3. Książka wobec, której nie można być obojętnym nawet po skończonej lekturze.

    OdpowiedzUsuń
  4. nie znam pierwsze slysze i jakos nie mam ochoty na te klimaty :(

    OdpowiedzUsuń
  5. z Twojego opisu wynika i z tego co można zobaczyć w tv albo przeczytać w gazecie niestety do tej pory Domy Dziecka wyglądają tak jak w opisanej książce.
    Zgadzam się, jak chce się mieć dzieci powinno się porządnie to przemyśleć!

    OdpowiedzUsuń