piątek, 29 kwietnia 2016

Cuda z nieba. Nadzwyczajna historia Annabel Beam

Tytuł: Cuda z nieba. Nadzwyczajna historia Annabel Beam
 Autor: Christy Wilson Beam
Wydawnictwo: Rafael
Liczba stron: 232
Oprawa: miękka


"Tym, którzy wierzą, żadne wyjaśnienie nie jest potrzebne. Dla tych, którzy nie wierzą, żadne wyjaśnienie nie jest możliwe."



Życie jest chwilą. Nim się obejrzymy już się kończy. Każdy z nas chce je przeżyć najlepiej jak tylko może. Przynajmniej, żeby nigdy nie żałować tego, co było kiedyś.
Rodzimy się. Pierwszą osobą, którą widzimy (oprócz jakichś tam lekarzy) to są nasi rodzice. Potem przynajmniej do osiągniecia pełnoletności albo i dłużej są z nami cały czas. Rodzice patrzą na nas z miłością (ach, bo jesteśmy tacy cudni i słodcy!), strachem (a żeby przypadkiem sobie nie zrobić krzywdy), czułością (bo właśnie zasnęliśmy przed telewizorem z ulubioną książką).
Dorastamy. Rodzice są zawsze obok nas i wcale nie przestają myśleć. Wręcz przeciwnie – duże dzieci, duży kłopot. Przeżywają z nami pierwsze sukcesy i porażki, miłości i rozstania, wzloty i upadki… Czasem nas to denerwuje, ale wiemy, że ktoś jest koło nas i możemy na tę osobę liczyć.
A kiedy my zakładamy rodzinę schemat się powtarza. Martwimy się, pomagamy, wspieramy, troszczymy, opiekujemy się, przeżywamy. Wyrywamy włosy z głowy, stajemy na rzęsach, klaskamy uszami, aby zapewnić wszystko to, co najlepsze. I w pewnym momencie zdajemy sobie sprawę, jakim skarbem są nasi Rodzice. Bo przeżywali to samo, co my teraz. I to jak my się obrażaliśmy wraca do nas (czasem) ze zdwojoną siłą.

Taki wstęp i refleksja naszła mnie po przeczytaniu niezwykłej książki Christy Wilson Beam „Cuda z nieba. Nadzwyczajna historia Annabel Beam”. Opowiada ona o 9-letniej Annabel, której lekarze nie dawali szans na normalne życie. Bo najpierw nie wiedzieli, co jej dolega, a później, bo nie mieli odpowiednich leków, aby ratować dziecko. Któregoś dnia dziewczynka podczas zabawy wpada do topoli rosnącej na podwórku. Gdy strażacy próbują ratować Annabel, trafia ona do nieba, a tam…
Czy dziewczynka wróci do świata żywych? Czy będzie miała siłę do walki z chorobą? Czy jednak pozostanie w zastępie aniołów?
Na te pytania poznacie odpowiedzi z lektury książki oraz... z okładki. Wydawnictwo Rafael bardzo mnie zdenerwowało. Nie wolno czytelnikowi podawać całej książki na tacy, bo nie będzie absolutnie frajdy z czytania. Dajmy szansę na myślenie i rozwijanie wyobraźni. A wydawnictwo zabiło we mnie instynkt odkrywcy. Więc to jest absolutny minus.
Autorką książki jest matka Annabel, Christy. Z jej relacji wynika, że dziewczynka jest opanowaną osóbką, która znosi wszystko ze stoickim spokojem. Christy ma trzy córki. Ze względu na chorobę siostry nauczone są samodzielności. Żadna  z nich nie zachowuje się jak dziecko. Jak na swój wiek są bardzo dojrzałe, mądre, opiekuńcze i troskliwe. W ogóle nie narzekają na swój los, kiedy tułają się po rodzinie i znajomych.
Hmm… wiem, co to znaczy mieć chorą osobę w rodzinie, a nawet w domu. To ciągłe zmartwienie, troska, czułość, setki pytań (czy wyniki wyjdą dobre, czy stan się pogorszy, czy nie trzeba znowu dzwonić po pogotowie, czy wszystko jest w porządku), ale przede wszystkim paraliżujący strach.
Po różnych doświadczeniach uważam, że wszystko da się przeżyć i pokonać, a właśnie wsparcie rodziny jest najważniejsze. Bo to jest siła, która trzyma nas przy życiu.
Christy nigdy nie była sama. W trakcie choroby córki wspierali ją wszyscy – rodzina, przyjaciele, znajomi, a nawet miejscowa społeczność.
Po lekturze książki zobaczycie, że cuda się zdarzają. A czasem zwykły przypadek (a może przeznaczenie?) decyduje o całym przyszłym życiu.
Mimo że Christy zmagała się z chorobą córki w książce nie ma, aż tylu narzekań, wyrzutów (Dlaczego ja?!), skarg, jakich moglibyśmy się spodziewać. Christy jest wręcz niepokojąco spokojna i pokorna. Może to jednak wynikać z tego, ze książka została napisana z pewnego dystansu czasowego i Christy poukładała sobie wszystko w głowie? Może gdyby pisała na bieżąco jej odczucia byłyby zupełnie inne? 

W każdym razie książkę polecam tym, którzy potrzebują dowodu na cud. Bo przy każdym z nas jest Anioł, który czuwa ;)

Na podstawie książki nakręcono film. Światowa premiera odbyła się 16 marca, natomiast w naszych polskich kinach - 27 marca. Niestety filmu jeszcze nie oglądałam, więc nie podzielę się wrażeniami ;)


Czy ktoś z Was oglądał? :) 

Buziaki,
Paulina



8 komentarzy:

  1. Pierwszy raz zetknęłam się z tą historią oglądając zwiastun filmu w kinie. Bardzo chciałam się na niego wybrać, ale niestety nie udało mi się to. Lubię takie opowieści, z jednej strony odrobinę mnie przygnębiają i wprawiają w niepokój o moich bliskich, ale z drugiej uświadamiają, że cuda się zdarzają i zawsze trzeba mieć wiarę :)

    Pozdrawiam ciepło, bookworm z http://ksiazkowoholizm.blogspot.com/ :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo wiara to podstawa :) mnie bardzo pomogła w życiu :) a czasem było naprawdę ciężko. Najważniejsze to nie załamywać się :)
      pozdrawiam

      Usuń
  2. To ważne, by w trudnych chwilach nie zostawaliśmy sami i mieliśmy wsparcie rodziny. Motywacja jest bardzo ważna. Życie lubi być przewrotne i nigdy nie wiemy czym nas zaskoczy.

    Pozdrawiam,
    Czytaninka

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. Serdecznie polecam :) na pewno się nie zawiedziesz :)

      Usuń
  4. Książka chyba nie dla mnie... Ale muszę przyznać, że bardzo fajnie czytało się Twoją recenzję :)
    http://pabottyro.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń